Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/discitur.na-jedenascie.wloclawek.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
wstawiła je do lodówki.

usiadła na łóżku. Uniosła ręce, które ciążyły tak, jakby były zrobione

wstawiła je do lodówki.

zaczął pracować na własną rękę.
jakieś późniejsze wyjście z sytuacji.
ruszyły w drogę.
winę, żeby móc kogoś skazać. Każdy Amerykanin ma prawo do procesu
tak, niecierpliwie czekał na Laurę i Kelly. Chciał mieć pewność,
– Ale jak to możliwe? – Zmarszczyła brwi. – Przecież nie jest pan
– Byłam tak bardzo szczęśliwa, że nie zwracałam uwagi na to, co
Byliby bardzo rozczarowani, gdybyśmy odesłali ich z kwitkiem.
ojca wymagały wyjazdu z kraju i matka pojechała
Malinda źle zrozumiała, co chciał jej powiedzieć. Ale
Cztery potwory, mówiąc dokładnie. Nagle przypomniała
Zaśmiała się, słysząc te słowa. Miał rację. Zmiana była ogromna, a
właśnie przypływ mocy twórczych i usilnie pracował nad nową książką.
Malinda westchnęła głęboko. Trzy kroki do przodu,

grupy pracowników restauracji.

Rick – Sherilou. Obie uczymy angielskiego.
Ktoś chciał w ten sposób coś powiedzieć. Nie odcina się kawałka ciała, nie zawija się go w cholerną folię i nie wsadza do eleganckiej skórzanej torebki, jeśli nie chce się zwrócić na siebie uwagi. Albo zagrać policji na nosie, mówiąc: „Hej, gliny! Patrzcie. Ja to zrobiłem, głupki. Jestem od was sprytniejszy”. Poszedł do stołówki, gdzie dolał sobie kawy i przywitał się z kilkoma policjantami. Wciąż studiując raport, przeszedł między boksami do swojego gabinetu. Jak tylko szczegóły dotyczące śmierci Rebeki ujrzą światło dzienne, prasa rzuci się na tę sprawę jak hieny na padlinę. Zaczną się spekulacje na temat seryjnego mordercy, który zabija ludzi powiązanych z Montgomerymi. Nadszedł już chyba czas, by do akcji wkroczyły oddziały specjalne i FBI. To nawet nie taki zły pomysł. Owszem, zawsze były jakieś tarcia, zwykle szło o przepisy albo o zakres kompetencji, ale w zasadzie nie miał nic przeciwko federalnym. Reed pracował już kiedyś z Vitą „Marilyn” Catalanotto, miejscową agentką. Była w porządku, choć trochę apodyktyczna. Właściwie nawet bardzo apodyktyczna. Przeniesiono ją z Bronksu w Nowym Jorku. To wiele wyjaśniało. Jezu, ostatnio w policji jest pełno kobiet. Wszystko przez te bzdurne gadki o wyrównywaniu szans. Szumiały maszyny biurowe, za drzwiami dzwoniły telefony. Ktoś opowiedział nieprzyzwoity dowcip, Reed usłyszał tylko końcówkę, po której z boksów pod oknami dobiegł go śmiech. Niewiele go to obchodziło. Miał ważniejsze sprawy na głowie. Przede wszystkim zabójstwa w rodzinie Montgomerych. Nie żyli córka, matka, ojciec, mąż i teraz pani psycholog, a także kilkoro rodzeństwa Caitlyn Bandeaux. Wygląda na to, że zbliżenie się do niedawno owdowiałej pani Bandeaux jest cholernie niebezpieczne. Reed usłyszał kroki i podniósł głowę. Wysoki mężczyzna napierał prosto na niego. Miał regularne rysy twarzy, kolor skóry zdradzał latynoskie pochodzenie, ciemna, zadbana bródka zdobiła mocno zarysowaną szczękę. - Pan Reed? - zapytał, patrząc na niego dużymi, poważnymi oczami. W jednym uchu błysnął kolczyk. Mimo upału młody elegancik ubrany był w czarną skórę. Na pierwszy rzut oka wydawał się twardzielem, ale pod pozorami arogancji Reed dostrzegł szczerość i żarliwość. - Tak, to ja. - Wyprostował się. - Reuben Montoya z policji w Nowym Orleanie. - Montoya otworzył portfel i Reed spojrzał pobieżnie na odznakę. Wyglądała na prawdziwą. - Słyszałem, że Lucille Vasquez wyjechała z miasta. - Montoya schował odznakę do wewnętrznej kieszeni kurtki. - Zgadza się. - Reed wskazał mu krzesło. - Pojechała do siostry na Florydę. Szuka pan jej córki, prawda? Marty? Ciemne oczy Montoi zabłysły, a zaciśnięte usta pobielały. - Zniknęła sześć miesięcy temu. - To pańska znajoma? - Tak - przyznał Montoya. - Bardzo dobra znajoma. - Rozmawiałem wczoraj wieczorem z jej matką. Od dawna nie widziała Marty i wcale nie wygląda na zaniepokojoną. Chyba raczej czuje się dotknięta jej milczeniem. W każdym razie nie ma pojęcia, gdzie jest jej córka. - Jest pan tego pewien? - Mógłbym się założyć o swoją odznakę, że to prawda.
Sporządził krótką listę przyjaciółek Jennifer. Były jej bardzo bliskie. Zapewne ją
zachodzie obłok smogu jaśniała kula słońca. Uchylił okno i analizował radę Lorraine, która
– Jak to? Dlaczego?
nozdrza. Dokoła wirowały kłęby pary.
– Nie. – Tally westchnęła. Obok przeszły dwie nastolatki.
chciała wiedzieć jak najwięcej.
Spotkamy się w Dino.
Nowym Orleanie.
– No cóż... chciałabym powiedzieć, że jestem w siódmym niebie, ale wiesz, w moim
142
Niech duma o ponurej przyszłości.
Nadal poruszony, poszedł do łazienki i obmył twarz. Powtarzał sobie, że przeszedł w
– Bledsoe i Bentz zawsze skakali sobie do oczu. Pracowali razem nad tą sprawą, ale jak

©2019 discitur.na-jedenascie.wloclawek.pl - Split Template by One Page Love